Dzień Czwarty

Opublikowane listopad 1st, 2008, Autor: lewa

            Obudziłam się przygnębiona. Za oknem szaro, deszcz lał strumieniami i nawet w mieszkaniu było chłodno. Brrrrrr….a do tego ja oczyszczająca organizm jeszcze 7 dni. Tego poranka nie było to zbyt wesołą perspektywą. Ale co tam powiedziało się A to się mówi B. Trzeba skończyć to, co się zaczęło.
 Zwlekłam się z łóżka i poszłam przygotować sobie śniadanie. Do zjedzenia zrobiłam sałatkę owocową. Składniki: banan, kiwi, mandarynka, kiść ogrodowego winogrona, łyżka pestek z dyni, garść kiełków słonecznika. Owoce wystarczyło obrać, pokroić w kawałki lub rozdrobnić w cząstki i posypać pestkami i kiełkami. Do tego zaparzyłam sobie zieloną herbatę. Z miseczką w dłoni wróciłam do łóżka, dalej marudząc pod nosem, ale gdy zjadłam wstąpiła we mnie nowa energia. Pomyślałam, że właściwie najgorsze trzy dni już za mną i że teraz już można coś gryźć a nie tylko pić, więc do przodu.
       Drugie śniadanko to surówka z marchewki i jabłka popita sokiem pomidorowym. Można go oczywiście zastąpić innym sokiem warzywnym, jeżeli ktoś ma na to ochotę.
       Obiadek to już naprawdę szaleństwo. Zielona zupka z warzyw. Składniki: 2 ziemniaki, szklanka fasolki szparagowej(ja wykorzystałam mrożonkę), brokuł, koperek, natka pietruszki i por, który został mi z wcześniejszego wywaru z warzyw. Warzywa ugotowałam. Gdy były miękkie dodałam szczyptę soli, świeżo zmielony pieprz i maleńki kawałeczek masła. Pora wcześniej zmiksowałam blenderem i wrzuciłam do zupy. Jeszcze chwilę pogotowałam i już. Mmmmmm…..Po „trzydniówce” ta zupka wydawał mi się kulinarnym szaleństwem;-)
W planach miałam jeszcze podwieczorek, ale nie dałam czasowo rady.
           Zamiast podwieczorku poszłam na aerobik. Nagadałam pani, że nie mogę się ćwiczyć za ostro, bo zawału dostanę i takie tam a godzina minęła mi niepostrzeżenie. Nie zdążyłam dostać nawet zadyszki. Naprawdę jestem kosmitką. Toksyny nie chcą ze mnie wyłazić a aerobik mnie nie męczy. Miałam po nim niedosyt i piechotą wróciłam do domu( Jak ktoś zna Poznań, to zrobiłam wycieczkę z Górczyna na Jeżyce).
 Kolacja to pyszna sałatka. Składniki: 2 plastry tofu, żółta papryka, 4 małe koktajlowe pomidorki, por, kiełki lucerny i koperek. Tofu pokroiłam w kostkę, paprykę w naprawdę bardzo drobniutkie, wręcz miniaturowe kwadraciki, pomidorki w ćwiartki i te ćwiartki jeszcze w ćwiartki. Por pokroiłam na krajalnicy w cieniuteńkie plasterki. Tofu i warzywa zmieszałam i polałam sosem. Sos: łyżeczka oliwy, łyżeczka octu winnego, łyżeczka sosu sojowego, łyżeczka słodkiej papryki i szczypta soli. Całość udekorowałam koperkiem i kiełkami lucerny. Naprawdę szczerze polecam tą sałatkę nie tylko w czasie oczyszczania organizmu.
Jest przedobra!

Zaczęły się już pokusy, wczoraj byłam naciągana na piwo a jutro Halloween, więc też będę musiała być twarda i uparta. Już kupiłam dynię, pięknie ja wytnę i wstawię świeczkę, niech straszy…..Dopiero teraz widzę, że wcale nie jest łatwo wytrwać stosując jakąś dietę. Znajomi wciąż kuszą. Jeden z nich na wieść o moim oczyszczaniu napisał mi:, co z życia chcesz, za życia bierz. Ale ja będę twarda. Powtarzam sobie, wytrwam, wytrwam, wytrwam!:-)

Zostaw komentarz

  1. prettynicegirl napisał:

    Zmień trenerkę, skoro czujesz niedosyt po aerobiku. Dobra instruktorka wie jak dobrać ćwiczenia, żeby Cię zmęczyć ale nie zniechęcić. Niedosyt zniechęca tak samo jak przesyt. Ja tak sobie ćwiczyłam rok- bez rezultatów. Zmiana trenerki i programu zaowocowała natychmiast.Wniosek? Nie sztuka zmęczyć, sztuka zmęczyć skutecznie.

Zostaw komentarz